Mistrz klimatu
W Japonii są szkoły, które uczą robienia sushi, ale to nauka przekazywana z pokolenia na pokolenie jest najlepszą szkołą. Wielbiciele tej potrawy potrafią odnaleźć różnicę pomiędzy dobrym sushi a tym, co do niego pretenduje. W restauracji Tokyo zjedliśmy sushi doskonałe. To z asługa jednego człowieka. Kurosaki-san, sushi master i szef kuchni wszystkiego o gotowaniu nauczył się w rodzinnym domu, podpatrując w kuchni swojego ojca. Reszta to miłość do gotowania i lata praktyki.

foto:
Dagna Drążkowska-Majchrowicz
Kiedy byłem dzieckiem lubiłem patrzeć jak mój ojciec przygotowywał dla nas jedzenie. Byłem tym wręcz zafascynowany. Wszystkiego nauczyłem się od niego – wyznaje Kurosaki-san. – Trzeba posiadać zdolności manualne, żeby ulepić kawałek sushi. Reszta to odpowiednie proporcje i jakość składników, czas w jakim gotujemy ryż. Nie ma jednego przepisu na udane sushi.
Kurosaki-san dorastał jednocześnie w Tajlandii i Japonii, jego matka jest Tajką a ojciec Japończykiem. Do Szczecina trafił przez Mariusza Łuszczewskiego, właściciela restauracji Tokyo. Panowie spotkali się w Zurychu.
– Kurosaki pracował w hotelu mojego byłego szefa i dobrego przyjaciela. Byłem przed otwarciem restauracji i szukałem kogoś odpowiedniego i tak zaproponowałem mu pracę w Szczecinie – wspomina Mariusz Łuszczewski. – Po dwóch latach mogę powiedzieć, że była to bardzo dobra decyzja, Kurosaki jest nie tylko wspaniałym kucharzem i mistrzem sushi, ale też wspaniałym człowiekiem. On nie traktuje restauracji wyłącznie jako miejsca pracy. To jego drugi dom, on jest restauracją.
Skromny, bardzo miły, o jedzeniu i przygotowywanych przez siebie potrawach opowiada z pasją. Specjalnie dla jego kulinarnego talentu przyjeżdżają goście z innych miast w tym słynącego z dobrych restauracji Berlina. Na czym polega sekret jego kuchni?
– Składniki, wszystko musi być świeże i jak najlepszej jakości. Zamówienia robię osobiście. Jak wołowina to z Kobe, jak tuńczyk to kilkudziesięciu kilogramowy także prosto z Japonii. Dobre jedzenie to sprawa honoru – mówi z uśmiechem szef kuchni. – Jestem szczęśliwy, kiedy wszystkim smakuje, to największe wyróżnienie dla kucharza.
Czy gotowanie to całe życie szefa kuchni?
– Raczej tak – śmieje się. – Spędzam tu większość swojego czasu. Kiedy nie pracuję, chodzę na zakupy do centrum handlowego, lubię też karaoke. To moja ulubiona rozrywka. Mam rodzinę w Azji, widujemy się regularnie. Tutaj moją rodziną jest restauracja, Mariusz i jego mama. Szczecin jest spokojnym miastem, nie takim głośnym i zatłoczonym jak Tokio, czy choćby Warszawa, którą też lubię. W Szczecinie czasem spotykają mnie zabawne sytuacje, wynika to ze zwyczajów, których do końca nie rozumiem. Na przykład bilety autobusowe. Dla mnie bilet to bilet a tu nagle dowiaduję się od kontrolera, że to nie ten, że powinienem mieć inny „pośpieszny”. On mi tłumaczy, ja mu tłumaczę. On mnie nie rozumie, ja nie rozumiem dlaczego jest tyle biletów. Zaczyna być wesoło.
Kurosaki-san tworzy atmosferę restauracji, nie tylko przez swój talent ale także przez osobowość. Jeśli ma chwilę to chętnie rozmawia z gośćmi lokalu. Na specjalne życzenie przygotuje potrawę spoza karty. Otacza gości opieką i powoduje, że wychodzą z restauracji szczęśliwi.




